Martyriowe

wydarzenia

Piesza Pielgrzymka

21 lipca 2019 r. wyruszyła XV Piesza Pielgrzymka Diecezji Bydgoskiej na Jasną Górę. Wśród pielgrzymów nie mogło zabraknąć naszej “Przezroczystej” – czyli grupy akademicko-młodzieżowej. Przedział wiekowy 11-59 lat 😊 Wszyscy młodzi duchem i napełnieni Duchem Świętym.

Wyruszyliśmy pełni entuzjazmu i żądni przygód, by 31 lipca dotrzeć pod tron Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski. Na trasie m.in. Inowrocław, Kruszwica, Licheń, Kościelec, Uniejów, Zduńska Wola, Pajęczno, Wąsosz Górny. Do pokonania ok. 360 km.

I choć cel naszego wędrowania wydawać by się mógł jasno określony – Częstochowa – to nie oszukujmy się – żeby dotrzeć tam nie potrzeba aż 11 dni! Przecież podróż powrotna zajęła nam zaledwie 6 godzin. Jeśli więc nie Częstochowa i Jasna Góra, to co? Wydaje mi się, że w naszym pielgrzymowaniu to droga była najważniejsza. Była nie tyle celem, co przestrzenią i czasem, w których mogliśmy dotrzeć o wiele głębiej… do samych siebie i do innych ludzi.

W drodze towarzyszyły nam słowa piosenki, która stała się naszym tegorocznym hymnem:

Powołani przez słowo Jezusa,

Spośród świata wybrani na świadków,

Przyjmujemy zadanie i łaskę

Czynić uczniów ze wszystkich narodów.

Poszliśmy jako uczniowie Pana by dać świadectwo, by dotrzeć do ludzi. A tych ludzi spotykaliśmy po drodze wielu – niesamowicie gościnnych i życzliwych, otwierających dla nas swe domy i łazienki (a dla pielgrzyma możliwość skorzystania z prysznica jest na wagę złota). Ludzi, którzy przyjaźnie nas pozdrawiali, częstowali wodą i owocami, piekli dla nas placki i smażyli naleśniki… Ludzi, którzy prosili nas o modlitwę i cieszyli się z tego, że podjęliśmy ten trud, że idziemy do Mamy.

W drodze mogliśmy się przekonać również o tym, jak wiele jest w nas życzliwości, chęci służenia innym, chęci dzielenia się z bliźnimi wodą, kanapką, talkiem do stóp 😊 Nauczyliśmy się, że „wielka siła jest w splecionych mocno dłoniach i jaką moc ma spojrzenie w ludzkie oczy…”. Poznawaliśmy granice własnej wytrzymałości na ból i niedogodności. I stworzyliśmy małą, przepiękną wspólnotę.

W tej wspólnocie jesteśmy Kościołem,

Uczniem Pana i drogą dla uczniów.

A ponieważ jesteśmy Kościołem, to też sprawy Kościoła są nam bardzo bliskie. A są to często sprawy trudne i bolesne, sprawy kontrowersyjne. I jak się okazuje zawsze tak było! Dowodem na to są słowa Apokalipsy św. Jana, a konkretnie listy jakie Duch Boży napisał do siedmiu kościołów Azji Mniejszej. To właśnie teksty z Apokalipsy (Ap. 1, 4-3,22) stały się podstawą naszych rekolekcji w drodze. Dzięki naszemu wspaniałemu i niezmordowanemu, nieugiętemu i nieulegającemu żadnym przeciwnościom, bohatersko nam przewodzącemu Ojcowi Przewodnikowi, który w tym roku musiał przyjąć też rolę Ojca Duchownego czyli ks. Piotrowi Wachowskiemu, mogliśmy dowiedzieć się o problemach pierwszych wspólnot chrześcijańskich – Kościołów w Efezie, Smyrnie, Pergamonie czy Filadelfii (nie, nie tej w USA) i zastanowić się, na ile słowa z Apokalipsy są aktualne w dzisiejszych czasach. Pismo święte stało się przyczynkiem do rozważań na niezwykle ważne tematy: Po co Kościołowi Miłość? Cierpienie i męczeństwo – za jaka cenę? O pokucie i nawróceniu w Kościele. I wreszcie: jakie jest moje miejsce w Kościele? Było miejsce na dyskusję i na osobistą refleksję. Było miejsce na dzielenie się wiarą i wątpliwościami.

No i przede wszystkim było miejsce i czas na modlitwę (dużo modlitwy) i na eucharystię. Wśród najmocniejszych punktów tegorocznej pielgrzymki wymienić można przygotowaną przez nasze Przezroczyste siły adorację Najświętszego Sakramentu, która odbyła się w Kolegiacie w Kruszwicy. Był to przepiękny wieczór uwielbienia wzbogacony o świadectwo naszej siostry Mileny. Następnie msza święta w Licheniu, który jak zwykle robi kolosalne wrażenie. Odbywające się piątego dnia nabożeństwo pokutne w Kościelcu, również przygotowywane przez Przezroczystych było przyczynkiem do refleksji nad swoim powołaniem i przypomnieniem o złożonych ślubach. Wieczorem w Krwonach czekała nas mała niespodzianka – przybyli do nas goście z ks. Krzysztofem Buchholzem na czele. Nasz Padre z rozbrajającą szczerością przyznał, że jest pielgrzymem schizofrenicznym – bo choć nowe obowiązki proboszcza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy nie pozwoliły mu w tym roku wyruszyć na pielgrzymi szlak, to często łapie się na tym, że duchem i sercem jest z nami. Szósty dzień pielgrzymki przypadł w piątek, a to oznaczało dla nas drogę krzyżową. Tak się złożyło, że etap ten był dla nas etapem niesienia prawdziwego krzyża i etapem milczenia. Dla mnie osobiście najtrudniejszy i zarazem najbardziej owocny czas. A później już było z górki – czas przyspieszył, kilometry pod stopami uciekały i tak dotarliśmy do IX dnia i noclegu w Pajęcznie, gdzie tradycyjnie już w przecudnym kościele Narodzenia Pańskiego przeżywaliśmy czas podziękowań i podsumowań. Później na trasie jest jeszcze Sanktuarium Matki Boskiej Pocieszycielki w Wąsoszu i już… Jasna Góra.

W tym roku do Częstochowy wchodziliśmy w deszczu i tak sobie myślałam, że będziemy leżeć krzyżem w kałużach… i gdy już dochodziliśmy do murów otaczających Jasną Górę deszcz ustał i wyszło słońce. Leżąc u stóp Maryi czułam bicie swego serca i ciepło ziemi, i było tak jakbym przytulała się do serca Matki…

Jeśli ktoś jeszcze nie był na pielgrzymce i po przeczytaniu tego tekstu zastanawia się, czy warto, powiem tak: piszę ten tekst niespełna dwa tygodnie po powrocie, a już tęsknię…